sobota, 19 października 2013

Rozdział 2.

*Sophias POV*

- Soph, Sophia. - słyszałam głosy- choć tutaj , nie bój się. - biegłam przez ciemny las. Uciekałam przed czymś. To coś mnie goniło i było coraz bliżej. 
Usłyszałam płacz dziecka . Wokół mnie była ciemność. W końcu przestałam biec i upadłam na kolana. Dłonie trzymałam na twarzy płacząc. W pewnej chwili poczułam czyiś dotyk. Przeraziłam się i zaczęłam krzyczeć. Położył mi dłoń na ustach abym była cicho. 
- Zamknij mordę suko! - był bardzo wulgarny. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak przerażona. Nie umiałam rozpoznać jego twarzy. Wyrywałam się. - Nic ci to nie da , tylko pogorszysz swoją sytuację. 
Bałam się, nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera. Usłyszałam czyiś pisk. Zaczęłam się drzeć. 
~
Nagle wszystko ucichło . Byłam sama. Wszystko było białe. Po prostu biała przestrzeń i cisza. 
-Sophie? - znałam ten glos. - Sophia skarbie. - tak, tak! Byłam pewna! To była mama! 
- Mama? To ty? Powiedz, że to ty! - krzyczałam jakby do samej siebie. 
- Tak słonko. Szykuje się niebezpieczeństwo, wiesz o tym słonko. - jej głos był tak spokojny. Przypominały mi się sytuacje, jak miałam 5 lat i mama zawsze opowiadała mi bajki na dobranoc. Przy niej zawsze łatwo zasypiałam. 
- Co dokładnie mamo? - zapytałam
- 18 metrów na północ, 12 na zachód , 21 na północny wschód i 9 na północ......
- Co to oznacza?! Mamo co ty mówisz? 
- 18 metrów na północ, 12 na zachód , 21 na północny wschód i 9 na północ......- 18 metrów na północ, 12 na zachód , 21 na północny wschód i 9 na północ......- 18 metrów na północ, 12 na zachód , 21 na północny wschód i 9 na północ......
.
.
.
.
Obudziłam się. Co to było do cholery. Sen? Tak realny sen?! 'Dobra Soph ogarnij się'-powtarzałam sobie. To było tak realistyczne. Ale nie mogłam ciągle o tym myśleć. Najlepiej byłoby jakbym o tym zapomniała. 
Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że jest już 11.00 . Szybko zerwałam sie na nogi. Zdałam sobie sprawę, że Anastasii też nie ma już w swoim łóżku. Podeszłam do szafy , wzięłam ręcznik, czystą bieliznę, białą bluzkę , krótkie spodenki, kosmetyki, szczotkę do włosów, szczoteczkę do zębów i popędziłam do łazienki. 
Łazienka wyglądała ohydnie! Grzyb na ścianach, brudna toaleta, i obrzydliwy prysznic. Wszystko w tym domu wydawało się być takie starożytne. 
Wyrobiłam się w jakieś 20 minut i spięłam włosy z boku wsuwką jak zawsze gdy babcia zawołała mnie na śniadanie. Zbiegłam na dół do jadalni po czym zobaczyłam przystojnego blondyna. Uśmiechnął się do mnie i machnął ręką ,tym właśnie gestem zapraszając mnie do stołu. Przypomniała mi się sytuacja z dzisiejszej nocy. Zachowałam się jak kompletna wariatka. Pewnie uważa mnie teraz za wariatkę. Brawo Sophia, postarałaś się .  Było mi tak wstyd , że zrobiłam się cała czerwona. Nastała niezręczna cisza, którą dzięki Bogu przerwała babcia.
- Jak się spało słoneczko? - głupie pytanie, ale co miałam powiedzieć? - Hmmm?
- No w miarę dobrze . Mogło być lepiej. - powiedziałam stonowanym głosem . - A gdzie jest Anastasia? 
- Poszła się przejść. Jeszcze nie dotarła do niej wieść, że wasi rodzice.. - babcia zawahała się.- nie żyją. - skwaśniała mi mina, ale musiałam pogodzić się z tą sytuacją. 
- W porządku babciu, nie przejmuj się. Ja wiem, że już nic nie zrobię i widocznie tak miało być. Ale sytuacja z Brook jest dla mnie zbyt tajemnicza. Przecież to jest nie możliwe, aby cała spłonęła. Nawet strażacy to mówili.- mówiłam, z nadzieją, że babci uda się to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale widocznie myliłam się. Spojrzała tylko na mnie i się uśmiechnęła po czym dodała:
- Nie martw się słonko. Wszystko będzie dobrze. Zostawię was teraz bo muszę iść do ogródka. Chwasty same się nie wyrwą - zaśmiała się i wyszła. 
Zostałam sam na sam z Niallem. Był on tak nieziemsko przystojny. Usiadł na przeciwko i uśmiechnął się. 
- Czyli mówisz , że się nie wyspałaś? - zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy. 
- Nie . - mówiłam wyjątkowo pewnie , jak do chłopaka, który nie ukrywam, podoba mi się. - Ale trudno. Bywa. Wczoraj popłakałam, ale trzeba żyć dalej. 
- Jesteś wyjątkowo silna. Twoja siostra się prawie w ogóle nie odzywała. - ciągnął konwersacje. 
- Tak wiem. Ciężko to znosi, ale wydaje mi się , że trzeba jej dać trochę czasu. 
- Zgadzam się. Gdy moja matka umarła prawie wpadłem w nałóg jak mój ojciec. Zacząłem ćpać i ćpałbym dalej gdyby nie wasza babcia. - nie wiedziałam, że ćpał. Było to dla mnie lekkim zaskoczeniem. 
- Przepraszam, że zapytam , ale o co się stało z twoim ojcem . Czemu nie utrzymujesz z nim teraz kontaktu? - zapytałam.
- Trudno mi się o tym rozmawia, ale ok, powiem. - zaczął - Moja matka umarła gdy miałem 8 lat, nie rok temu. Powiedziałem tak, abyście mi uwierzyły, że was rozumiem. Ale mniejsza o to. W każdym razie byłem jeszcze dzieckiem. Mama zmarła na raka , a ja bardzo ciężko to przeżyłem. Mój ojciec zaczął patrzeć na mnie jak na wyrzutka. Widocznie zbyt mu się kojarzyłem z mamą. Twierdził, że to ja ją wykończyłem. Mówił, że gdybym nie był mięczakiem i postarał się sam o siebie zadbać to jeszcze by żyła. Zaczął zamykać mnie na noc w piwnicy. Jak miałem szczęście to udało mi się wyjść, ale wtedy zawsze mnie bił. Gdy miałem 15 lat nie mieliśmy już ze sobą żadnej więzi. Ja zacząłem kraść mu papierosy , alkohol, a z kumplami braliśmy narkotyki. Uciekałem w ten sposób od problemów w domu. Po pewnym czasie zacząłem się ciąć. Ojciec też ćpał i wpadł w nałóg. Prawie co nie umarł, ale zrobili mu w ostatniej chwili płukanie żołądka i przeżył. A ja dalej byłem głupim dzieciakiem nie radzącym sobie z własnym życiem. Jak już mówiłem moja mama poprosiła twoją babcię o opiekę nade mną bo twoja babcia opiekowała się również moją mamą w dzieciństwie. Ale ja twierdziłem , ze nie potrzebuję nikogo. - łzy zaczęły mu się cisnąć do oczy, ale on kontynuował. - Pewnego dnia przyszedłem do domu i zobaczyłem mojego pijanego tatę z nożem . Zastraszał mnie i powiedział, że mnie zabije, że jestem nic nie wartym śmieciem i nie zasługuję na miłość. Próbował wbić mi nóż w brzuch, ale ja podniosłem nogę by się zasłonić i wbił mi go w udo. Potwornie mnie to bolało, ale stwierdziłem, że nie mogę tam zostać ani chwili dłużej. Biegłem więc przed siebie. Bałem się, że się wykrwawię. Gdy opadłem z sił usiadłem na ścieżce w lesie i płakałem. Wtedy twoja babcia mnie zauważyła. Zbierała wtedy grzyby. Podeszła do mnie, a ja zacząłem wrzeszczeć aby mnie zostawiła. Jednak ona nie dała za wygraną i zabrała mnie do szpitala. Po tym wydarzeniu sąd przyznał jej prawa opiekuńcze co do mnie . Byłem bardzo trudnym dzieckiem. Ale ona się nie poddawała. Robiła wszystko abym był taki jaki jestem teraz. Uratowała moje życie, dlatego jestem gotowy zrobić dla niej wszystko. Gdyby nie ona albo już dawno byłbym martwy, albo dalej byłbym śmieciem. Ona jest dla mnie jak rodzina i kocham ją, a ona daje mi taką miłość jakiej nie dał mi mój ojciec. - byłam pod wrażeniem . Nie mogłam w to uwierzyć. A ja myślałam, że to ja miałam się źle. Ten chłopak był wspaniały. Nie znam nikogo tak uczuciowego jak on. Wpatrywałam się bez słowa jak łzy napływały mu do oczu. Szybko jednak przetarł je ręką i uśmiechnął się. - To co ? Idziemy może na spacer?
Nie wiedziałam czy miałam odebrać te propozycją jako zaroszenie na randkę, ale przytaknęłam. Wstaliśmy i wyszliśmy z domu .
 
________________________


To tak :) Akcja się dopiero rozkręci. Nie pisałam baaardzo długo, bo przyznam się, że nie chciało mi się. Jednak jak widać wracam. Jeśli mi się uda to rozdział będzie się ukazywał co 1-2 dni. Ale nie obiecuję. Akcja się dopiero rozkręci, ale mam nadzieję, że póki co wam się podoba. Całuję, pa :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz