środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 1

13 kwietnia 2008 rok
Rodzice Anastasii i Sophii wraz z najmłodszym dzieckiem wracali właśnie z Bułgarii. Dziewczyny więc były same w domu. Ana i Sophia oglądały telewizor gdy zadzwonił telefon. Odebrała starsza siostra.
- Słucham?-odezwała się do telefonu.
Sophia nie słyszała co mówi głos w słuchawce, ale słyszała jego ton. Był on bardzo stanowczy. Soph widziała, że twarz siostry staje się bardzo ponura. Po głowie chodziło jej dużo myśli. Chciała się szybko dowiedzieć o co chodzi. Zauważyła, że po policzku od siostry spływa łza. To było bardzo niepokojące.
-Dziękuję za telefon. Będziemy gotowe. Do widzenia - Anastasia odłożyła słuchawkę .
- An? O co chodzi? Co się stało? - powiedziała młodsza siostra.
- Nie mam czasu na wyjaśnienia . Idź do siebie i spakuj wszystkie swoje rzeczy i to co uważasz za wartościowe. - zaczęła płakać.
-Ale o co....
-Nie dyskutuj i idź się pakować!!! Mamy godzinę.
Soph posłuchała siostry i poszła do swojego pokoju. Wyciągnęła z szafy swoją walizkę i zaczęła pakować ubrania. Zamiast składać ubrania wszystkie je powrzucała . Chciała być jak najszybciej gotowa by dowiedzieć się co się stało. Bardzo się niepokoiła. Wręcz się bała. Już dawno nie widziała siostry w takim stanie. Taką.... smutną. Widać było, że to co powiedział tajemniczy mężczyzna w słuchawce nie było raczej dobrą wiadomością. Ale Sophia zastanawiała się też po co ma się pakować. Gdzie wyjeżdżają. Za dużo pytań na raz. Wzięła jeszcze pamiętnik, kosmetyki, lusterko , suszarkę, swojego ukochanego pluszaka , książki, płyty, mp 3  , słuchawki i zdjęcie rodzinne. Szybko zbiegła na dół. Siostra była już spakowana i czekała na nią. Soph zauważyła , że pod dom podjeżdża jakieś czarne volvo . Przerażona razem z An wsiadła do samochodu. Za kierownica siedziała jakaś kobieta. Nie znały jej, ale Anastasia siedziała w milczeniu. W końcu młodsza siostra nie wytrzymała i musiała się zapytać.
- To o co chodzi?!
- To zbyt przerażające byś mogła wiedzieć.
- Matko An! Jesteś niemożliwa! Nie jestem już dzieckiem. Między nami jest tylko rok różnicy. Powiedz w końcu!! - Młodsza siostra krzyczała.
- Chcesz wiedzieć?! Zgoda!- krzyknęła Anastasia. - Rodzice nie żyją. - Do jej oczu znowu napłynęły łzy.
-Ale...., ale jak to?- również zaczęła płakać.
- Wracali z Bułgarii gdy wjechał w nich tir. Tata zmarł na miejscu , a mama w szpitalu.- mówiła spokojnie.
- A co z Brook ( najmłodszą siostrą ) ?
- Właśnie to jest tajemnicze. Nie znaleźli ciała. Ale możliwe , że się spaliło tak? Tego nikt nie wie...
- Nie wytrzymam!!! Jak to możliwe?!!!! A gdzie jedziemy?
- Nie denerwuj się. Do babci. U niej zamieszkamy dopóki ja nie będę pełnoletnia.
- Do babci!!??!! Przecież ona mieszka w środku lasu! Czy wy wszyscy powariowaliście? Ja się tam będę bała spać! Błagam wszędzie, ale nie do babci!
- Przestań się mazać ok?!!!!!!-zdenerwowała się starsza siostra- Ten dzień jest już dość zły i nie chcę abyś ty mi go jeszcze pogorszyła!
- Przepraszam.
Dalej, już w ciszy jechały do babci. Anastasii było to już wszystko jedno gdzie zamieszkają. Czy u babci, czy u cioci. To nie miało znaczenia. Ból , który teraz odczuwa wraz z siostrą był dla niej zbyt silny, by przejmować się byle czym. Sophia była jednak inna. Była cała zapłakana. Nie chciała jechać do babci. Bardzo się bała tam być w dzień, a co dopiero w noc. Kochała babcię, ale nie wie czy zniesie mieszkanie tam. Dzisiejszy dzień okazuje się najgorszym dniem ze wszystkich jakie siostry miały.
Po 45 minutach dojechały wreszcie do babci. Starsza kobieta czekała już na nie przed domem. Pomimo strasznego wypadku,  na jej twarzy gościł uśmiech . Dziewczęta wysiadły z samochodu po czym auto odjechało. Podeszły do staruszki.
-Dziewczynki!! Skarby wy moje!! - ucałowała je w policzki - Jak ja was dawni nie widziałam!! Tak się za wami stęskniłam! Jak tam u was?
- A jak może być babciu? Jakieś 2 godziny temu zadzwonił telefon, że rodzice nie żyją i mamy się wyprowadzać. - odpowiedziała Soph.
- Nie przejmujcie się . Ten ból zaraz zniknie. Gwarantuje to wam.
Po tych słowach wraz z babcią weszły do domu.


*oczami Sophii*

Babcia zaprowadziła nas do domu. Powiedziała też, gdzie mamy nasz pokój. Okazało się, że był on na strychu. Nie dość, że musiałam być w środku wiecznie ciemnego lasu? Ale nie miałam innego wyjścia i musiałam pogodzić się z sytuacją. Poszłyśmy wraz z Anastasią do naszego nowego 'zakątka'. Sufit był ukośny, a ściany drewniane. Na końcu pokoju było jedyne okno z widokiem na 'piękny' , przerażający las. Po obu stronach okna , przy ścianach stały 2 łóżka. Po każdej stronie była również szafa i półka na książki. Nad łóżkami wisiał telewizor. Na 2 końcu pokoju stało biurko z komputerem i pianino. Czyli było skromnie. Rozpakowanie się zajęło nam około 1,5 godziny. Zanim się obejrzałyśmy była już godzina 19. Na dworze było ciemno, a ja myślałam , że umrę już ze strachu.An od czasu gdy się rozpakowała leżała cicho na łóżku czytając książkę. Coś się z nią dzieję. Zdaje się, że ta sytuacja przerosła ją. Tak jak ja nie miała innego wyjścia, by pogodzić się z sytuacją, ale już dawno nie widziałam jej tak zamkniętej w sobie. Po głowie chodziło mi dużo pytań i myśli. Zastanawiałam się np. dlaczego nie znaleźli ciała od naszej 8 miesięcznej siostry Brook. Ani nawet prochu. Podobno każde spalone ciało , które się spaliło zamienia się w proch. Przynajmniej tak słyszałam. Ale to musi być prawda. Gdy rozmyślałam dalej co mogło się stać z jej ciałem usłyszałam głos babci.
-Dziewczyny! Co chcecie na kolację? Kanapki czy jajecznicę? Zrobiłam obydwa więc wybierzcie!- krzyczała kobieta.
- A ty Anastasio? Co chcesz? - zapytałam.
- Obojętne. - odpowiedziała smętnie i cicho.
- Mogą być kanapki?
-Penie.
- Babciu!! Kanapki!! - krzyknęłam do staruszki.
Po około 3 minutach usłyszałam jak ktoś biegnie po schodach. To nie mogła być babcia. Nasza babcia przecież nie biega tak szybko. Ponieważ znajdowałam się w środku lasu wszystko było dla mnie przerażające. Pomimo tego siedziałam spokojnie na łóżku. Po chwili zobaczyłam jak wchodzi do nas ktoś z blond czuprynką. Gdy przekroczył próg łączący nasz 'pokój' ze schodami , nie miałam wątpliwości, że to chłopak. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Oniemiałam. Miał przepiękne niebieskie oczy i onieśmielający uśmiech. Nawet twarz Anastasii rozpromieniła się spojrzawszy na niego. Od razu usiadła.
- Hej. - odezwał się przystojniak - Pani babcia kazała przynieść wam kolację - mówił ciągle się uśmiechając.
- Dzięki .- powiedziałam, a blondyn podał mi i An kolację. - Co ty tu robisz? Masz jakieś więzi z naszą babcią?
- Nie, nie. - odpowiedział - Jakiś rok temu zmarła moja mama, a potem ojciec wpadł w nałóg. Ponieważ moja matka pomagała pani babci to przed śmiercią poprosiła ją by w razie czego przygarnęła mnie do siebie. Ale trudno. Bywa. Poza tym mam na imię Niall. A wy?
- Ja jestem Anastasia, a to moja siostra Sophia. - powiedziała .
- Fajnie. Która z was ma 16 , a która 17 lat? Starsza pani trochę mi o was opowiadała.
- Heh - zaśmiałam się - Ja mam 16, a An 17. A ty ile,  jeśli mogę...
- 19. Za rok 20. Czuję się już taki stary . - chwilowo była cisza po czym cudowny chłopak na nowo się odezwał. - A ci was tu sprowadziło?
Niall chyba poczuł , że to złe pytanie bo nasze miny skwaśniały, a An znowu położyła się , odwracając głowę do ściany. W końcu nie wytrzymałam i odpowiedziałam.
- Śmierć rodziców. Zmarli dziś rano.- po tych słowach do oczu napłynęły mi łzy.
- Tak mi przykro nie chciałem. Napraw..........
- I dobrze, że ci przykro!!!! - Anastasia zapłakana pobiegła zapłakana na dół do łazienki.
- Ale ja nie chciałem na prawdę. - kontynuował - Serio przepraszam.
- Nie martw się . Nic nie szkodzi.  Po prostu An naprawdę źle to znosi . Do rana jej przejdzie. Wiedz, że ona nie jest na ciebie zła . To tylko chwilowe.
- Ok. To ja już może pójdę do siebie. Do zobaczenia jutro na śniadaniu. Dobranoc.
-Tak .. dobranoc. - Odpowiedziałam na jego pożegnanie.
Zaraz po tym , moja siostra weszła do pokoju. Czas leciał nam nieubłaganie . Poszłyśmy spać. Szybko zasnęłyśmy.


Spałam spokojnie gdy usłyszałam jakiś szelest. Obudziłam się spojrzałam na zegar. Była 23:59. Za minutę miała być północ. Szelest usłyszałam po raz drugi. Byłam bardzo przerażona.
-Anastasia. Anastasia !!! Obudź się wreszcie!- krzyczałam by ją obudzić.
- Czego chcesz? Obudziłaś mnie głupolu!
- Na dworze ktoś jest.
- Skąd wzięłaś te głupotę?!
- Słyszałam jakiś szelest. Proszę wstań.
Anastasia wstała i wyciągnęła mnie z łóżka. Przyciągnęła mnie do okna. Spojrzałyśmy za nie.
- Widzisz? Nikogo tam nie ma.
- Dam sobie rękę uciąć , ze coś słyszałam!
- Nie wrzeszcz bo ludzi pobudzisz . Jesteśmy w lesie . Czego się spodziewasz? Szelesty nocą będą ty na porządku dziennym.
An zostawiając mnie pod oknem wróciła do łóżka. Spojrzałam jeszcze raz za okno i przeraziłam się. Pomiędzy drzewami stał czarny mężczyzna. Wiedziałam, że to facet po sylwetce. Nie widziałam dokładnie twarzy bo było ciemno. Ale widziałam tyle, że patrzył się prosto na mnie. Po chwili uciekł w głąb lasu. Krzyknęłam.
- Sophia! Uspokój się!!!! A może będziesz krzyczeć głośniej co ?
-Widziałam kogoś!! Daję głowę , że kogoś widziałam. - wyjaśniałam w przerażeniu.
- Nikogo tam nie ma!
Po chwili zobaczyłyśmy zapalone światło na dole.
- Gratulację . Obudziłaś babcię . - mówiła ze złością siostra. Jednak ja nie zwracałam na to uwagi bo byłam zbyt przerażona .
Usłyszałyśmy jak ktoś biegnie po schodach. Okazało się, że był to Niall. Podbiegł do mnie ( całej zapłakanej ) i zapytał .
- Co się stało?! Słyszałem krzyki.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała An.- Soph jest paranoiczna i tyle.
- Przestań! - sprzeczałam się - Niall, ja kogoś widziałam. Jakiegoś mężczyznę w czarnym płaszczu. Przysięgam.
- A może to był tylko sen?
- To nie był sen. Najpierw usłyszałam szelest, a potem go zobaczyłam. Musisz mi uwierzyć . Ktoś tu jest!
- Posłuchaj mnie. Może to twoja wyobraźnia płata ci figle. Nie martw się. Tak bywa. Jeszcze nigdy nie mieszkałaś w środku lasu więc cię rozumiem. - tłumaczył.
- Ale na prawdę!
- Połóż się spać i śpij. Jutro wszystko wyjaśnisz. Dobranoc.
- Zostań tu proszę. Nie chcę być tylko z An. Proszę. - brzmiało to trochę głupio , ale musiałam . Bałam się zostać z Anastasią, bo ona w ogóle mnie nie rozumiała.
- Dobrze, zostanę. Prześpię się na podłodze przy twoim łóżku. Tylko pójdę. po kołdrę .
- Ok.
Czekałam chwilę, aż blondyn do nas wróci. An zdążyła już za ten czas zasnąć. Gdy przyszedł , ja siedziałam na łóżku. On zaraz obok rozłożył koc i dał na niego poduszkę. Usiadł na ziemi, a ja już leżałam , wpatrując się w niego.
- Teraz śpij i nie przejmuj się tym co widziałaś. Może to była tylko twoja wyobraźnia. Dobranoc. - po tych słowach ucałował mnie w czoło i położył się na ziemię. Automatycznie zapomniałam o tym wszystkim, wpatrując się , jak Niall zasypia. Po chwili i ja zasnęłam.



____________________________________________________
 To pierwszy rozdział i może być pisany trochę dziwnym stylem, ale pomimo wszystko mam nadzieję, że wam się spodoba, Akcja dopiero się rozkręci ;) Miłego czytania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz